Nazywam się Grace Potter, mój brat, o którym już wspomniałam to Harry Potter. Tak, on ma siostrę, zabawne jest to że nawet on o tym nie wie. No więc jestem Grace Potter, mam 12 lat.
Na pewno znacie opowieść o tym jak Sami Wiecie Kto zabił moich rodziców, a mój brat przeżył i została mu tylko blizna. Posłuchajcie jak to było ze mną.
Tata i Mama zabawiali wtedy Harrego, żeby zasną, a ja siedziałam przy kominku za szafą, tam gdzie było najcieplej. Nagle coś się stało, drzwi się otworzyły i ktoś wszedł do domu. Mama z Harrym pobiegła na górę, a tata podbiegł do mnie i powiedział „Grace, schowaj się, tak żebym cie nie mógł znaleźć, dobrze? tylko szybko!” oczywiście z uśmiechem zrobiłam to co kazał, i schowałam się w szafce kuchennej do której jeszcze nic nie zostało włożone. Często bawiliśmy się w chowanego, myślałam że to zabawa. Ale gdybym wiedziała...Och nie gdybajmy, jedyne co bym mogłam zarobić to umrzeć razem z rodzicami.
Siedziałam cicho i czekałam aż tata ze śmiechem otworzy szafkę i zaniesie mnie do łóżka mówiąc że już czas spać. Ale zamiast tego usłyszała jak tata z kimś rozmawia, nie pamiętam o czym mówili, przecież wtedy mało co jeszcze rozumiałam, ale pamiętam że ten głos z którym tata rozmawiał był zimny i straszny. Bałam się i miałam ochotę pobiec do ojca, ale siedziałam w ukryciu, tak jak kazał. Po chwili usłyszałam jak coś pada na ziemie, a potem kroki, tak, ten „ktoś” szedł na górę. Po chwili usłyszałam jak mama krzyczy i znów coś spadło na ziemię. Potem, przez szparę w drzwiczkach zobaczyłam zielone światło, a potem coś spadło, tak że nic już nie widziałam. Pospieszne kroki i tajemniczy ktoś wyszedł z domu. Nadal siedziałam w ukryciu, czekałam aż tata karze mi wyjść. Ale się nie doczekałam, zasnęłam. Kiedy się obudziłam byłam nadal w tym samym miejscu. Po domu chodzili jacyś ludzie. Nikomu jednak chyba nie przyszło na myśl gdzie mogę być, czekałam więc aż ktoś mnie znajdzie. W końcu ktoś otworzył drzwiczki do szafki, a ja uśmiechnęłam się i wyciągnęłam ręce. To był Remus, mój ojciec chrzestny.
To on opowiedział mi co było dalej. Chodził ze mną po domu, a raczej po jego resztkach, nie wiedząc co ma zrobić aż w końcu do domu wszedł włochaty wielki człowiek, Hagrid.
- Przyszedłem po Harrego. Psor Dumbledore kazał mi go do siebie przywieść. Remusie, czy to prawda że Grace też... - przerwał i zaczą cicho łkać.
- Nie, Grace żyje, siedzi tam, przy kominku.
- Bogu dzięki! A Harry?
- Jest Na górze z Syriuszem.
- To ja po niego pójdę. - zrobił to co powiedział, już po chwili był w salonie z Harrym, którego trzymał w jednej dłoni.
- Haridzie, co z Grace? - zapytał się Remus.
- Nie, wiem, jeśli chcesz mogę się zapytać psora.
- Dobrze, niech przyśle mi odpowiedz sową, na razie zabieram ją do siebie.
- Przyszedłem po Harrego. Psor Dumbledore kazał mi go do siebie przywieść. Remusie, czy to prawda że Grace też... - przerwał i zaczą cicho łkać.
- Nie, Grace żyje, siedzi tam, przy kominku.
- Bogu dzięki! A Harry?
- Jest Na górze z Syriuszem.
- To ja po niego pójdę. - zrobił to co powiedział, już po chwili był w salonie z Harrym, którego trzymał w jednej dłoni.
- Haridzie, co z Grace? - zapytał się Remus.
- Nie, wiem, jeśli chcesz mogę się zapytać psora.
- Dobrze, niech przyśle mi odpowiedz sową, na razie zabieram ją do siebie.
No cóż, u Lupina mieszkałam zaledwie półtora tygodnia. Później zostałam przeniesiona do Pani Figg, mogłoby się zdawać że to wspaniały stan rzeczy, mogę dorastać z bratem i tak dalej i tak dalej, ale pani Figg nie jest młoda, zaczęłam ją męczyć, po trzech latach, znowu nie miałam domu. Pojawił się wtedy pomysł żebym zamieszkała u kogoś kto miałby stalowe nerwy, u aurora. Cóż, o moim zamieszkaniu decydował Dumbledore, więc musiał to być auror do którego Profesor ma zaufanie, Padło na jego przyjaciela Alastora Moody'iego. Tak, jego pamiętam dobrze, on nauczył mnie w pewnym stopniu mówić, nauczył mnie też tego że kiedy ktoś jest miły nie zawsze ma dobre intencje, i tego, że zanim kogoś dobrze nie poznasz nie możesz mu ufać. Niestety obowiązki aurora były tak przytłaczające że nie mogłam u niego dłużej zostać po dwóch latach musiałam zamieszkać u kogoś innego. Na wakacje zostałam wysłana do Minerwy McGonagal. Nie pamiętam za bardzo tego okresu, pamiętam tylko że byłam na wsi. Kiedy wakacje się skończyły pani profesor musiała wracać do szkoły. Dumbledore kazał jej przywieść mnie ze sobą. Dobrze pamiętam nasze pierwsze spotkanie. To był koniec sierpnia, miałam siedem lat, razem z panią McGonagall przybyłyśmy do Hogwartu za pomocą sieci Fiu. Znalazłyśmy się w Gabinecie dyrektora, pierwsze co rzuciło mi się w oczy to wielki czerwony ptak, nigdy takiego nie widziałam podbiegłam do niego by mu się przyjrzeć. Po chwili wyciągnęłam małą rączkę żeby go pogłaskać, on wtedy podleciał i usiadł na ramieniu brodatego mężczyzny którego wcześniej nie zauważyłam, uśmiechną się do mnie i powiedział.
- To musi być Grace, czy tak?
- Tak. Powiedziałam śmiało.
- Spodobał ci się mój Feniks? Ma na imię Faweks.
- A pan jak ma na imię? - zapytałam bez ogródek na co człowiek uśmiechną się szerzej.
- Jestem Albus Dumbledore, dyrektor Hogwartu.- uśmiechnęłam się na te słowa, profesor McGonagall opowiadała mi o Hogwarcie, lubiłam te historie.
- Czy Hogwart jest daleko? - zapytałam a profesor zaśmiał się krótko.
- Myślę że Hogwart jest bliżej niż myślisz. Teraz znajdujemy się w jednej z jego wież.
- Naprawdę!? - zapytałam podbiegając do okna. Rozciągał się tam widok na jezioro i las. Wiedziałam że to nie żart i na prawdę jestem w Hogwarcie.
Naprawdę – powiedział Dumbledore z uśmiechem.- Może chciałabyś się po nim rozejrzeć?
- Tak. Możemy iść.
- Dobrze. Profesor McGonagall – zwrócił się do nauczycielki – bardzo dziękuje za dostarczenie małej Grace, Może już pani iść do siebie.
- A z kim pójdę oglądać Hogwart? - zapytałam. Dyrektor pochylił się i spojrzał na mnie znad okularów – połówek.
- Ze mną. - uśmiechnęłam się i złapałam go za rękę.
- Dobrze, chodźmy.
- To musi być Grace, czy tak?
- Tak. Powiedziałam śmiało.
- Spodobał ci się mój Feniks? Ma na imię Faweks.
- A pan jak ma na imię? - zapytałam bez ogródek na co człowiek uśmiechną się szerzej.
- Jestem Albus Dumbledore, dyrektor Hogwartu.- uśmiechnęłam się na te słowa, profesor McGonagall opowiadała mi o Hogwarcie, lubiłam te historie.
- Czy Hogwart jest daleko? - zapytałam a profesor zaśmiał się krótko.
- Myślę że Hogwart jest bliżej niż myślisz. Teraz znajdujemy się w jednej z jego wież.
- Naprawdę!? - zapytałam podbiegając do okna. Rozciągał się tam widok na jezioro i las. Wiedziałam że to nie żart i na prawdę jestem w Hogwarcie.
Naprawdę – powiedział Dumbledore z uśmiechem.- Może chciałabyś się po nim rozejrzeć?
- Tak. Możemy iść.
- Dobrze. Profesor McGonagall – zwrócił się do nauczycielki – bardzo dziękuje za dostarczenie małej Grace, Może już pani iść do siebie.
- A z kim pójdę oglądać Hogwart? - zapytałam. Dyrektor pochylił się i spojrzał na mnie znad okularów – połówek.
- Ze mną. - uśmiechnęłam się i złapałam go za rękę.
- Dobrze, chodźmy.
Profesor pokazał mi sale wejściową, później wielką salę, gabinet profesor McGonagall, pokój nauczycielski, kuchnię, która była ukryta, bo, jak powiedział Dumbledore „Nie wszyscy zasłużyli sobie na to żeby mieć wstęp wony do kuchni”, pokazał drogę do chatki Hagrida, zapamiętałam choć nie miałam zielonego pojęcia kto to Hagrid. Pokazał mi też drogę do stadionu Quidditcha, zabronił zbliżać się do zakazanego lasu i jeziora, chyba że z Hagridem. Przestrzegł przed Irytkiem, wtedy jeszcze nie wiedziałam kto to, a kiedy wracaliśmy już do jego gabinetu podszedł do niego jakiś człowiek mniej więcej mojego wzrostu i powiedział że ma do niego sprawę, Dumbledore przytakną i powiedział do mnie.
- Pamiętasz drogę do mojego gabinetu? - przytaknęłam. - doskonale weź sobie dropsa i poczekaj tam na mnie. - powiedział wyciągając do mnie tubkę z jakimiś kolorowymi kuleczkami.
- A co to jest? - zapytałam.
- To takie mugolskie cukierki. Weź są bardzo smaczne.- wzięłam dropsa w czerwonym kolorze, podziękowałam i ruszyłam w stronę gabinetu dyrektora.
________________________________________
Dziś moje urodziny, mogłabym liczyć na kilka komentarzy w prezencie?
- Pamiętasz drogę do mojego gabinetu? - przytaknęłam. - doskonale weź sobie dropsa i poczekaj tam na mnie. - powiedział wyciągając do mnie tubkę z jakimiś kolorowymi kuleczkami.
- A co to jest? - zapytałam.
- To takie mugolskie cukierki. Weź są bardzo smaczne.- wzięłam dropsa w czerwonym kolorze, podziękowałam i ruszyłam w stronę gabinetu dyrektora.
________________________________________
Dziś moje urodziny, mogłabym liczyć na kilka komentarzy w prezencie?
Fajnie się zapowiada :) wszystkiego najlepszego :P
OdpowiedzUsuńWłaśnie - fajnie się zapowiada. Jesteś teraz "Bogiem". Od Ciebie zależy wszystko xD Właśnie miałam zamiar utworzyć nowy blog z narracją pierwszoosobową, myślę, że to ciekawa przygoda, nie?
OdpowiedzUsuńWszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Weny życzę ;)