czwartek, 11 października 2012

Rozdział 2 (Pierwszy dzień w Hogwarcie)

Usiadłam na dużym fotelu za dużym biurkiem, i patrzyłam na Fawkesa. Cukierek był dobry, chyba truskawkowy. Jadłam truskawki u pani Figg. Nieraz zabierała mnie do cukierni i kupowała mi dużą miskę owoców w bitej śmietanie. Czasami idąc do cukierni przechodziłyśmy koło domu w którym mieszka Harry, ale nigdy go nie widziałam. Ciekawa jestem jak on wygląda.
Czekałam pewnie jakieś pół godziny, w końcu Dumbledore wszedł do gabinetu i uśmiechną się do mnie.
- Chodź Grace, pokażę ci twój pokój.
- Pokój? Po co?
- Będziesz mieszkać w Hogwarcie przez jakiś czas, dopóki nie znajdziemy ci lepszego miejsca, w którym będziesz mogła zamieszkać.
- Naprawdę? Zamieszkam w Hogwarcie?
- Tak, chce ci właśnie pokazać twój pokój.
- Chodźmy! - Powiedziałam w biegu łapiąc go za rękę.
- Spokojnie. - powiedział i zwolnił. Szliśmy w kierunku sali wejściowej, ale zamiast zejść do niej po schodach, profesor wspiął się na następne piętro. Był tam długi korytarz szliśmy nim w milczeniu. Profesor zatrzymał się przed ostatnimi drzwiami.
- To tutaj. - powiedział naciskając klamkę – zostawiam cię już. Kiedy będzie czas na kolację przyjdę po ciebie. - odszedł.
Wbiegłam do pokoju i rozejrzałam się po nim. Było tam proste łóżko, stolik nocny i szafa, nic szczególnego, podeszłam do okna, parapet był na tyle niski i szeroki że mogłam na nim spokojnie usiąść. Miałam widok na jezioro i góry które było widać tylko trochę zza mgły. Siedziałam chwilę wpatrzona w ten piękny widok, ale przypomniało mi się że miałam napisać do Remusa. Tak utrzymywaliśmy kontakt, prosił żebym za każdym razem kiedy się przeprowadzam napisała mu o tym, więc piszę. Takie pisanie zajmuje mi nieraz kilka godzin bo nie umiem jeszcze dobrze pisać.
Wyjęłam pergamin i pióro z kałamarzem usiadłam na łóżku i zaczęłam opisać koślawymi literami

Remus kochany!
Jestem Hogwarcie i będę tu mieszkaci mam mały pokuj ale ładny. Porfersor Dumrderdrordr Dumberdord jest miły i zjemy obiat w wielkiej sali ze stołami
Grace Potter

Napisanie tego krótkiego listu zajęło mi około półtorej godziny. Zwinęłam go w rulonik i schowałam do kieszeni mojej sukienki w groszki. W tym samym momencie ktoś zapukał do drzwi. Podeszłam do nich by je otworzyć, ale kiedy nacisnęłam klamkę drzwi ani drgnęły.
- Musisz pogłaskać klamkę, Grace. - usłyszałam głos profesora Dumbledora i zrobiłam to co powiedział. Zadziałało, drzwi otworzyły się a moim oczom ukazał się uśmiechnięty staruszek. Wyszłam z pokoju i ruszyliśmy ku schodom.
- Czy w pobliżu jest jakaś poczta? Mam list do wysłania.
- Och, poczta jest w Hogsmeade, ale myślę że lepiej będzie jeśli po kolacji pójdziemy do sowiarnii.
- A daleko jest ta sowiarnia?
- W jednej z wież. Chodź szybciej, wszyscy chcą cię poznać, Grace.
- Kto chce mnie poznać?
- Zobaczysz. Już jesteśmy. - powiedział a wielkie drzwi otworzyły się.

Wszystkie stoły były puste, oprócz jednego który znajdował się na podwyższeniu. Siedzieli przy nim ludzie których w życiu nie widziałam, no oprócz ciotki M. Panowała tam cisza, a wszyscy wpatrzeni byli we mnie. Szłam pomiędzy stołami trzymając za rękę Dyrektora. Kiedy doszliśmy Dumbledore pokazał mi miejsce gdzie mam usiąść (obok McGonagall i jakiegoś człowieka z czarnymi tłustymi włosami)
- A więc, moi drodzy to Grace Potter – odezwał się Dyrektor wskazując na mnie dłonią.
- Wygląda zupełnie jak Lily. - powiedział mały człowiek z którym wcześniej rozmawiał Dumbledore.
- Ale włosy ma po Jamesie. - powiedziała z uśmiechem jakaś czarownica z krótkimi włosami i żółtymi oczami. To była prawda, miałam długie Czarne włosy, dziś splecione w warkocz, a wszyscy którzy znali mamę i tatę mówią że jestem podobna do mamy. To dobrze, mam jej zdjęcie, jeżeli rzeczywiście jestem do niej tak podobna to już za kilka lat będę bardzo piękna.
- Tak, nie wyprze się rodziców. - powiedział wielki owłosiony człowiek siedzący z drugiej strony stołu.
- To prawda, ale proponuję zająć się jedzeniem, w końcu po to tu jesteśmy. - powiedział Dumbledore, a w tym samym momencie na stole pojawiło się jedzenie.
Po kolacji nauczyciele podchodzili do mnie żeby się przedstawić jedni tylko uścisnęli mi dłoń, inni wspominali rodziców, a inni po prostu się uśmiechali. Najbardziej zapadł mi w pamięci Hagrid, czyli ten wielki włochaty człowiek, Hagrid jest strażnikiem kluczy i gajowym.
Kiedy wszyscy mi się już przedstawili Ciotka M. Zaprowadziła mnie do sowiarnii. Było to pomieszczenie na szczycie wieży, było tam tyle sów ilu nie widziałam przez całe życie, nigdy nie zapomnę tego widoku. Zwabiłyśmy jedną na dół i wysłałyśmy list. Później profesor zaprowadziła mnie do pokoju, a ja połaskotałam klamkę, powiedziałam „dobranoc” i już zniknęłam za drzwiami. Położyłam się szybko do łóżka i tak zakończył się pierwszy dzień w Hogwarcie, moim nowym domu.
______________________________________
No jest rozdział 2. Narazie jest nudno, ale spokojnie, akcja rozkręci się w następnym rozdziale :)
Jak wrażenia? piszcie w komentarzach :*

4 komentarze:

  1. Super , bardzo mi się podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dajesz dalej :) Będę Cię wspierać duchowo , aby następny rozdział był tak samo udany jak poprzednie :]

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne :D Ubawił mnie ten liścik :)

    Solaris.

    OdpowiedzUsuń